Zawsze gotowi by pomóc, z pasją i poświęceniem,  w stałej gotowości,  dzielni i zdeterminowani
przejdź do sklepu
facebook google plus instagram sklep

Krzyż przy torach, czyli co się wydarzyło pod Szczekocinami

Blog IgnisVestimenta.pl

W tym miesiącu minęła 4 rocznica głośnego, szeroko omawianego w mediach wypadku kolejowego, do którego doszło pod Szczekocinami. Wieczorem 3 marca 2012 roku, na skutek zaniedbań dróżników, dwa rozpędzone pociągi osobowe (TLK „Brzechwa” z Przemyśla do Warszawy i Interregio „Jan Matejko” relacji Warszawa-Kraków) znalazły się na tym samym torze. Doszło do zderzenia, na skutek którego ponad 150 osób zostało rannych, a 16 pasażerów zginęło. Ilości metalu, który rozciąć musieli strażacy, by dostać się do podróżnych zakleszczonych we wrakach wagonów, nie sposób zliczyć…Ci, którzy znajdowali się w pobliżu miejsca zdarzenia, jak i mieszkańcy okolicznych wsi, wspominają bardzo głośny huk, który doszedł do ich uszu tuż przed 21:00. Potem nastąpiła seria trzasków, zgrzytów i uderzeń. To wagony, niczym przewrócona konstrukcja z kloców, zamieniały się w stertę elementów, w których trudno dopatrzeć się całości. W samym środku tego chaosu znalazło się 370 pasażerów. Niestety, tylko część z nich mogła wydostać się z pociągów o własnych siłach, a na tych, którym jednak się udało, czekał straszny widok: niektóre z wagonów praktycznie „wyparowały”, bo siła uderzenia zgniotła metal jak karton; inne „wdrapały” się na dachy pozostałych lub przewróciły się i osunęły. Nad miejscem tragedii unosił się swąd, a ciszę przerywały prośby o pomoc, płacz i krzyki rannych.

Strażacy, jak i przedstawicie pozostałych służb, chcielibyśmy im wszystkim za to jeszcze raz podziękować – w końcu dobre słowo i ludzki gest czasem znaczą tak wiele…Z pomocą bardzo szybko przybyła liczna grupa ratowników (w sumie ponad pół tysiąca osób!), a przed nimi na ratunek wybiegło wielu okolicznych mieszkańców, który próbowali oswobodzić rannych. Gdy okazywało się to niemożliwe, pocieszali pasażerów i zapewniali ich, że wszystko będzie w porządku – w końcu dobre słowo i ludzki gest czasem znaczą tak wiele…

Jak wynika z dotychczasowych, wstępnych ustaleń Policji i Prokuratury (proces znajdzie swój finał już za kilka miesięcy), do katastrofy doprowadziły błędy popełnione przez dyżurnego ruchu ze Starzyn, który skierował skład Warszawa-Kraków na niewłaściwy tor oraz dyżurnej ze Sprowy, która wydała zezwolenie na wjazd „Brzechwy” na trasę, którą poruszał się w tym momencie „Matejko”. Kobieta nie sprawdziła, dlaczego aparatura służąca do kontroli ruchu wysyłała komunikat o zajętość toru. Obojgu postawiono zarzut nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, za które grozi do 8 lat więzienia.


foto. źródła:

www. dziennikzachodni.pl

www.wiadomości.wp.pl



Komentarze


Zobacz również